Prokuratura Rejonowa po raz drugi umorzyła śledztwo w sprawie przyczyny samobójczej śmierci kierowniczki jednej z lęborskich Biedronek, Anny D. Brat zmarłej oskarżył kierownika rejonu tych marketów, że znęcał się moralnie nad jego siostrą. Nie wytrzymała tego nacisku i dlatego targnęła się na swoje życie. Powiesiła się w domu.
- Ponowne śledztwo nie potwierdziło oskarżenia i sprawę umorzyliśmy – mówi prokurator Marian Lancmanski z Prokuratury Rejonowej w Lęborku. – Kierownik spotkał się z podwładną kilka razy. Jak stwierdził, miał jakieś uwagi co do jej pracy i nic więcej. Jednak znów wpłynęło zażalenie na umorzenie śledztwa i sprawę przekazaliśmy do rozpatrzenia przez Prokuraturę Okręgową w Słupsku.
Wcześniej śledztwo zostało umorzone też z braku konkretnych dowodów. Wówczas ponowne zbadanie całej sprawy nakazał prokurator okręgowy. Wnioskował o to brat zmarłej, twierdząc, że nie wszystkie okoliczności zbadano i nie przesłuchano wszystkich świadków. Rodzina zmarłej, a także związkowcy, uważali, że winę za załamanie i śmierć Anny D. ponosi głównie kierownik rejonu Biedronek. Zaczął pracę od stycznia i podobno od razu ją szykanował w różny sposób, stwarzając problemy, z którymi nie mogła sobie poradzić, tym bardziej że cierpiała na depresję. W Biedronce przepracowała 8 lat. Miała jedno małe dziecko.
Zdaniem lęborskiej prokuratury podłożem desperackiego kroku mógł być jej zły stan psychiczny. Choć cierpiała, z leczenia zrezygnowała.
Autor artykułu: zet